e-czynsz  |  e-UNIQA  | Szczecin, ul. Rydla 71a
tel.  91  46 43 502

Panorama 7

Sorrento wraca we wspomnieniach
Początek lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku to tak zwana gomułkowska mała stabilizacja. Sklepy (choć skromnie) były zaopatrzone w podstawowe artykuły, ale ich zakup oznaczał zawsze solidną kalkulację; czy kupić sobie koszulę czy dziecku buty, bo skromniutkie pensje nie pozwalały na zbytek. Ulica zalana była ubranymi na szaro ludźmi, bo odzież była podłej jakości i mało kolorowa. Dlatego każdy sweterek, każda koszula, każde skarpetki przywiezione z Zachodu były inne, kolorowe i wyróżniały z tłumu. Z radia płynęły walczyki, czasami pieśni masówkowe, generalnie królowały piosenki o złotym pierścionku, pierwszym siwym włosie czy kukułeczce.

W takiej atmosferze młodzi, którzy zawsze i wszędzie są awangardą postępu, nie mając innych możliwości, gromadzili się w kawiarni Sorrento, by tu słuchać najnowszych, przemyconych z Zachodu płyt z muzyką bigbeatową. Kawiarnia zawsze była wypełniona po brzegi, choć wbrew nazwie, najczęściej pijało się lemoniadę, gdyż na kawę nie wszystkich było stać, a i sama kawa nie była tak popularna jak herbata. Kawiarnia mieściła się w drewnianej willi u zbiegu alei Wojska Polskiego i ul. Mickiewicza. Tu stała szafa grająca, w której za 50 gr można było posłuchać muzyki, której nie nadawało Polskie Radio.
Drugim miejscem gromadzenia się młodych stęsknionych za nowoczesną muzyką były okolice dawnej „ściany płaczu” przy alei Wojska Polskiego. Tu mieściła się rzemieślnicza (czyli prywatna) wytwórnia płyt pocztówkowych.
– Siedzieliśmy na takim murku, to chyba były jakieś pozostałości po fundamentach i czekaliśmy na najnowsze tytuły – wspomina Janusz Sileski. – Z płyt przywiezionych przez marynarzy, na przykład pierwsze albumy The Beatles, Presleya czy Cliffa Richarda, wytwórnia robiła matryce największych przebojów i na plastikowych pocztówkach tłoczyła po dwa nagrania. Jakość była bardzo średnia, ale każdy za niecałe ówczesne dwa złote miał na własność to, co było na topie w Sorrento.
Pan Janusz opowiada też jak milicja urządzała łapanki na długowłosych: – W pierwszej połowie lat 60. niemal każdy młody chłopak nosił dłuższe włosy. Władzy było to nie na rękę, że tak ochoczo przejmujemy zachodnią modę i nakazała milicji wyłapywanie długowłosych, którym następnie na komisariacie strzyżono włosy. Zwykłymi nożyczkami cięto kółka, pas, lub krzyże na głowach, co zmuszało ofiarę do pójścia do fryzjera i skrócenia włosów, by nie było widać działania milicji. W szkołach wyrzucano długowłosych z lekcji i mogli wrócić na zajęcia dopiero po ostrzyżeniu. Taka to była ludowa demokracja, porządkowali świat po swojemu, bo inność ich odstraszała.
Nie tylko o takich wspomnieniach szczecinianie mogą poczytać w najnowszej książce Wojciecha Rapy, który właśnie wydał trzecią część historii szczecińskiego big-beatu. Wojciech Rapa jako aktywny muzyk i bezpośredni świadek szczecińskiego big-beatu opisał wszystko to, czego doświadczył i co widział. „Ferajna z kawiarni Sorrento” to ostatnia część trylogii historii muzyki, która zmieniła świat.
– Bohaterowie mojej książki to chłopcy z Sorrento, którzy wieczorową porą regularnie przesiadywali w drewnianej, zabytkowej willi, znajdującej się na rogu ulic Wojska Polskiego i Mickiewicza – opowiada autor książki Wojciech Rapa. – Młodzież z Sorrento czujnie zerkała w stronę Zachodu, była na czasie z modą, tańcem, no i oczywiście z rock and rollem, który przyjął u nas nazwę big-beat lub mocne uderzenie. Jednocześnie z ukosa patrzyła na swoich rówieśników biegających w białych koszulach i czerwonych krawatach, chwalących pod niebiosa ustrój komunistyczny. Ci młodzi, zdolni ludzie w niedalekiej przyszłości utworzyli bardzo popularne w Szczecinie zespoły mocnego uderzenia, o bardzo wymownych nazwach: Nieznani, Demony i Święci. Książka Rapy lekkim i barwnym językiem opowiada o życiu chłopców z Sorrento. Towarzyszyła im muzyka, dziewczyny i zabawa, ale i nie brakowało też siniaków. Kawiarnia z dnia na dzień zyskiwała sobie niezwykłą popularność wśród młodych mieszkańców Szczecina. Piękne dziewczyny tłumnie przybywały do lokalu, a w ogródku na terenie kawiarni miały miejsce bójki i małe zadymy. W latach 60. już niemal każdy słyszał o chłopakach z Sorrento. Gdy szli ulicami, zadawali szyku, zawsze bowiem byli nad wyraz eleganccy. Bunt i zdumienie jest początkiem nowego – tak tę osobliwą atmosferę panującą wśród młodzieży ówczesnego Szczecina ocenia w przedmowie do książki prof. Bogdan Matławski: młodzi ludzie, zaliczani do chuliganów czy bikiniarzy i ci utalentowani muzycznie, nie mieli szarości w oczach, chcieli zmiany, chociaż nie wiedzieli jeszcze jakiej. Dużym atutem książki są zdjęcia Zbigniewa Wróblewskiego, który w 1962 r. zrealizował sesję fotograficzną z udziałem ferajny z Sorrento. Stylowe fryzury, modne ciuchy i zawadiackie miny bohaterów tamtych czasów do dziś robią wrażenie. Warto dodać, że dwa polskie miasta Szczecin i Gdańsk dały pierwsze zespoły rockandrollowe, które zapisały się w historii muzyki. Czerwono-Czarni czy Czerwone Gitary mają swe poczesne miejsca na piedestale muzyki popularnej. Później zajaśniały gwiazdy odkrytej w Szczecinie Heleny Majdaniec i Kasi Sobczyk, a i kariera Czesława Niemena nierozerwalnie związana jest z naszym miastem, gdzie do dziś mieszka jego bliska rodzina. Jeśli o czymś można powiedzieć „kultowe”, to o szczecińskiej kawiarni Sorrento z pewnością – bez cienia przesady.
Autor: Leszek Bochnacki

Gazeta Spółdzielni Mieszkaniowej 'DĄB'
Nr 17 (568) Rok XXIII  

 7 września 2017    ISSN 1233-4464

Nakład 14 488. egz.

Otrzymują członkowie SM "DĄB" w Szczecinie

tel./fax: 91 46-29-569
e - mail: panorama7@smdab.szczecin.pl

Napisz do nas e-mail